Witam bardzo serdecznie.
Kochani na początek bardzo dziękuję za wszystkie komentarze z radami, pod ostatnim postem. Wiele wiedzy pozyskałam odnośnie tego, jak robić kartki na różne okazje. Z całą pewnością wykorzystam wasze podpowiedzi. Nie gniewajcie się, że nie odpowiadałam, ale tyle się ostatnio spraw nawarstwiło, że nie miałam głowy do sensownego odpowiadania.
Witam również nowe osóbki, w moich szeregach, te które ostatnio dołączyły, a nie zostały wymienione, jednak będzie mi bardzo miło, jak zawitacie z komentarzami na dłużej.
Wiem, czas przedświąteczny nie jest sprzyjającym do blogowania, a tu tyle się nazbierało. Ostatni tydzień sortowałam, to co ma być na zabawę w kolorki marcowe i dopiero jutro będzie o tym post.
Wcześniej, jak pisałam kartki świąteczne powysyłałam i paczkę do córki do Holandii. Paczka dotarła w piątek przed południem i moja wnusia ma swojego Joki w objęciach, zresztą zobaczcie same:
Dziecko przeszczęśliwe, śpi z zabawką i jest zadowolone.
Córka mówi, że to najlepszy, najfajniejszy prezent, jaki mogłam wykombinować na urodziny Karolci.
Dzisiaj dostałam najpierw poleconą przesyłkę, od Doroty co ma kota, a w niej:
Paczuszka z karteczką świąteczną, oraz troszkę " przedasi", do moich karteczkowych zmagań.
Dorotko, bardzo Ci dziękuję, Ty to wiesz jak człowieka uszczęśliwić. Do Dorotki również dzisiaj dotarła karteczka ode mnie, szła dłużej niż paczka do Holandii, ale z tego co wiem, obdarowanej się podobała, jej mężowi zresztą też, zwłaszcza hafcik. Oto ona:
Wiem, nie jest tak dopracowana, jak Dorotkowe kartki, ale ja się dopiero uczę.
Po powrocie z pracy, mąż dostarczył mi kolejne kartki, ale niestety fotki będą w innym terminie, bo baterie w aparacie padły.
Powiem tylko, że bardzo dziękuję tym osóbkom, a są to Basia Pawlak, CreaDiva czyli Krysia, i moja przyjaciółka ze szkolnych lat Agatka.
Teraz tłumaczenie tytułu posta.
O godzinie 16.42 czasu angielskiego w jednym z Londyńskich szpitali przyszedł na świat mój wnuczek Olivier, o wadze 4160 g.;dziecko mojego młodszego syna Grzesia.- może mnie nie ukatrupi za umieszczenie fotki,
Bardzo się denerwowaliśmy przez te trzy noce i dni, aż wreszcie cesarskie cięcie wyłoniło takiego przystojniaka.
Można odetchnąć z ulgą.
Zastrzeliłam Was tą wiadomością na koniec.
Teraz znikam, bo jutro będzie kolejny post o zielonym.
Baj, baj.



