Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na batucie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na batucie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

Bawmy się, jest wesoło.......

Impreza, widoczek, sal i wspomnienia.


W sobotę w Domu Pomocy Społecznej w Przemyślu, był organizowany tzw. Zjazd Rodzin, to takie spotkanie Opiekunów prawnych osób tam przebywających ze swoimi podopiecznymi i personelem tegoż Ośrodka. Ponieważ mój mąż jest takim opiekunem dla swojej starszej siostry, w godzinach przedpołudniowych wraz z naszą kuzynką, która mu w tym pomaga, bo ja nie dałabym rady, pojechali na tę uroczystość. Było miło i wesoło. Nasza Irenka miała ich cały dzień przy sobie. Po obiedzie było ognisko, występy pensjonariuszy / Irenka, super śpiewa/ i zabawa taneczna dla wszystkich. Orkiestra zagrała muzykę jaką lubi mój Z, i nie trzeba było długo czekać, stał się głównym wodzirejem w tańcach z Paniami tam pracującymi. Rozkręcił całe zgromadzone towarzystwo, tańczyli nie tylko odwiedzani przez rodziny stali mieszkańcy DPS - u, ale i personel. Takie imprezy bardzo są potrzebne tym chorym ludziom, a możliwość pokazania się szerszemu gronu, sprawia, że nie czują się tacy opuszczeni. Mojemu mężowi, takie bale są potrzebne niczym zbieranie grzybów w lesie / nigdy nie stroni od zabawy - choć ma ograniczone możliwości, obecnie głównie przeze mnie /. Wrócił bardzo zadowolony i szczęśliwy, no bo przecież, znowu udało mu się być w centrum zainteresowania. Dziwi mnie jednak, że pracownicy, przygotowujący taką imprezę, nie potrafili rozkręcić zabawy, tak jak mój Z. Czy oni nie wiedzą, jak to zrobić, czy zrobili to dla odczepnego, by się pokazać. Gdzie podziali się ludzie kształceni w takim kierunku, by rozkręcać zabawę?

Niedziela upłynęła na spokojnie, z jednym małym ale... Uwaga ciśnieniowcy, będą grzyby. Tym razem mój Z pojechał do naszych "trzech kobietek: Helenki-babci, Basi-mamy, i Ewelinki-córki Basi" z podziękowaniem za sobotni wyjazd do Przemyśla. Zawiózł jak zwykle swojego wypieku ciasto "pleśniak"/ z jabłkami super/. W ogrodzie,  jakimś cudem, rosną "podpinki" inaczej zwane opieńkami, doskonałe na sosy, ale i do marynaty jak rydze.Było ich tak dużo, że starczyło dla trzech rodzin, nam przypadło w udziale tyle:
Pojemność miski już niejednokrotnie pokazywałam z innymi grzybkami, więc już wiecie ile tego było. Te ogrodowe jednak są bardziej miękkie i nie bardzo nadają się do marynaty, ale leśne, to dopiero rarytas, jeszcze zostaną "upolowane" przez mojego wszechstronnego małżonka.
Teraz  o widoczku z poprzedniego posta, bo nie lada problem Wam sprawił, więc pokazuję go raz jeszcze, wycięty z ramek i już tłumaczę, o co w nim "biegało". Najpierw jednak fotka:




Większość z Was doszukiwała się nietypowości w kolorze wody, nie dohaftowaniu  okien, czy złego usytuowienia  nurtu rzeki. Po kilku podpowiedziach najbliżej była Małgosia -Pasjonaty Małgorzaty, ale i Ona nie do końca trafiła. Autor wzoru tak sprytnie dobrał kolorystykę zwisających gałęzi - tych po lewej stronie obrazka-, że sprawiają wrażenie jakby kołysały się na wietrze. Przyznam szczerze, ja haftując, też tego nie dostrzegłam, ale zwróciła mi na to uwagę,osoba obdarowana takim obrazkiem na imieniny. Po jej słowach i ja to dostrzegłam, dlatego pytałam Was, czy to widzicie?. Okazało się ,że nikomu na myśl nie przyszło to właśnie. Wyjaśniłam, mogę dalej o hafcie bajdurzyć.
Sal na chwilkę odłożyłam bo za szybko mi się go haftuje, a do świąt jeszcze daleko; dla przypomnienia : po tygodniu było tyle:
fotka w poziomie ,  a teraz w pionie odłożona, by zaraz do niej na nowo wrócić:




Widać jak niewiele zostało do dokończenia, a że czerwona, to mój wybór, jeszcze dojdzie drugi ciemniejszy kolor czerwieni i złoty, a raczej ciemno żółty, ale to za tydzień.
Miałam też powiedzieć jak szyję tą jedną nitką - czyli jak zaczynam pierwszy krzyżyk. Wypracowałam sobie sposób własny, chociaż podobny do tego jaki prezentuje w jednym ze swoich postów Chaga z bloga Pasje odnalezione - zajrzyjcie do niej, to skarbnica porad hafciarskich. Mój sposób trochę trudno obrazowo przedstawić, opisując tylko, ale jestem na etapie przygotowania fotorelacji z tego sposobu, trochę opornie mi to wychodzi, ale jak tylko będzie gotowe, to z szczegółowym opisem wrzucę na bloga. Nie są to "obiecanki-cacanki", bo ja słowa dotrzymuję, tylko czasu mi trzeba, by to sensownie wypadło i do laików w hafcie trafiło. Przepraszam za małą zwłokę.
Widzę, że post nabrał już sporych rozmiarów, więc na koniec mała fotka haftu, wykonanego na podstawie zdjęcia z lipca 2008 r., opracowana programem Haftix, przeze mnie. To moja córka Iwonka w podskoku na batucie, uchwycona w locie.
Jak widać obrazek oprawiony, jest u sprawczyni tego skoku, podziwiajcie.
Witam oficjalnie kolejną Obserwatorkę, czyli Dorotkę z Dorota ma kota, i już czekam na jej żartobliwe, humorystyczne słowa odnośnie tego obrazka.
Dziękuję za wszystkie komentarze i za odwiedziny mojego bloga. Bez Was, mnie też by nie było w blogowej Rodzince. Do następnego razu, baj, baj.