Hello, hello, jesteście gotowe?
Kto ciekawy co dziś naklikam, przygotowuje picie, woda, herbatka, kawusia (ja już mam zaparzoną), wygodnie się rozsiada przed monitorkiem i do dzieła.
Chciałyście dużą czcionkę, jest.
Plan działania na karteluszku zapisany, jest.
Uwaga, mierzę czas pisania. Jest 9.05 o której skończę, nie wiem, ale Wy przeczytacie to znacznie szybciej. Tak to już niestety bywa.
Witam wspaniałą Marii - Marię Wicher, którą wszyscy znacie, a dołączyła do grona moich Obserwatorów. Ostatnio na blogach zagościł też maraton o nazwie Creative Blog Tours, gdzie i ja zostałam mianowana do tej zabawy, oto banerek:
Wszyscy się bawią, to i ja nie potrafiłam odmówić, bo tym sposobem poznajemy się wzajemnie, choć nie każdy chce się ujawniać. Ja zaryzykowałam, co mi z tego wyjdzie okaże się 3 listopada, gdy zamieszczę swojego posta.
Wiele się ostatnio działo u mnie, doczekałam się nie tylko tej nominacji, ale całego posta od Majeczki z bloga Moje 5 minut. Majeczko, szalenie Ci dziękuję za takie przychylne słowa o mojej szarej osobie, jaką jestem (zdjęcie w/w nominacji). Zwykle widzę zdjęcia piękne, osób nominowanych, ja podesłałam czarno-białe i nie wstydzę się tego, że wyglądam na nim, jak wyglądam, wszak nie wybieramy sobie swojego wyglądu, a czas, choroby swe piętno zostawiają. Takie jest życie.
Dziękuję również Ewicie Jot, która swój czas poświęca również dla mnie, by mnie trochę ukulturalnić / przesyła mi audiobooki/, bo wstyd przyznać, ale nie pamiętam kiedy jakąś książkę przeczytałam. Teraz dzięki Ewie mogę nadrobić te zaległości czytelnicze, wprawdzie słuchając, przy tym coś haftując, ale to już krok ku dobremu.
Dziękuję Ewito.
Zapisałam się też na Candy u następnej Ewy, tym razem u Ewy M, pasjonatki frywolitkowych cudeniek, tu jej banerek:
myślę, że taka forma wystarczy i Ewa ją zaakceptuje.
Chcecie bym Wam podniosła ciśnienie, czy już jesteście po zażyciu jakichś środków je obniżających, bo będzie o ..........grzybach oczywiście. Najpierw o tym napiszę potem fotki zamieszczę o ile "zakichany Blogger" znowu jakiegoś numeru nie wytnie. Link do Ewy: http://ewaem4.blogspot.com/
W sobotę rano, mężulo zerknął na termometr za oknem i było -2 stopnie. Zastanawiał się czy las go jeszcze pamięta i czy jest sens jechać. Zdecydował, jedzie, wrócił po trzech godzinach z takim oto zbiorem:
Rydze do miski przesypał, bo mrożone przywiózł, więc musiały odtajać, a to musiało chwilę potrwać, zanim nadawały się do dalszej obróbki. Widzicie więc, że nawet takie można zbierać.
Nie minęła godzina, odebrał telefon od kolegi / też grzybiarza/ z zaproszeniem na zbiór podpinek, bo ponoć bardzo obrodziły. Dwa razy, nie trzeba było prosić. Koszyk był pusty, rydze odmarzały, więc czemu nie. Wsiadł do auta, do kolegi pojechał i już jego samochodem do lasu pojechali. Bo trzeba Wam wiedzieć, kolega w niedzielę 19.10 zorientował się, że zgubił jedną z tablic rejestracyjnych swojego autka, i mojego męża na poszukiwania zaginionej wtedy zaangażował. Teraz chciał się zrewanżować i w swoje miejsca na podpinki go zabrał. Wrócił po dwóch godzinach i tyle tego było:
Podpineczki, jak malowanie do marynaty doskonałe, a później z nich sałatki wspaniałe się robi. Kosz nie do pełna uzbierany, ale przecież w domu rydze jeszcze czekały, więc na więcej sobie odpuścił. Z przetworzeniem tych zbiorów zeszło mu się do wieczora, a i w niedzielę, coś tam jeszcze w kuchni /jego królestwie, po lesie oczywiście/ robił do słoików. No i najważniejsze gotował przepyszny obiadek, coby żoneczka z głodu mu nie padła.
Tym sposobem dotarliśmy do godz.10.05. Prawda, że długo mi schodzi z tym pisaniem, nawet nie mam kiedy kawusi pokosztować, bo łapki zajęte pisaniem. Mimo wszystko, nie myślałam, że tak szybko to napiszę, ale to nie koniec jeszcze.
Odwiedzając Wasze blogi z komentarzami się tam wcinając, zauważyłam, coraz więcej z Was w poezji się daje poznać, twórczo oczywiście. Te, które tak czynią, wiedzą o kim piszę, nie będę im reklamy robić. Jak kto ciekawy, to do tych osóbek dotrze i swoje "trzy grosze" wtrąci.
Ponieważ mój ostatni obrazek z bajkowym widoczkiem tak bardzo się wszystkim podobał, to tu i teraz, raz jeszcze, bardzo gorąco Wam dziękuję, za tak pochlebne komentarze. Warto było pomęczyć się z jego wyhaftowaniem 6 tygodni, by przeczytać, jaki to on piękny. Co ja biedna, bidula poradzę, że mam sentyment do wyszywania dużych /choć małymi też nie gardzę/ obrazów.
Jako, że bawię się też w mniejsze hafciki, to kolejna odsłona Sal-u, bo już się o niego dopytujecie. Postęp niewielki, odłożyłam go na chwilę i ciężko mi było do niego wrócić, jednak coś przybyło, oto on:
Troszkę mu jeszcze brakuje, lecz to na dzień dzisiejszy już daje jakiś obraz, jak będzie wyglądał. Co do niego jeszcze dołożę, nie wiem, z czego z oryginalnego wzoru zrezygnuję,też nie jestem do końca pewna. Wiem za to tyle, będzie na bogato w czerwieni i złocie/ żółtego koloru/. Muszę jeszcze dokładnie to przemyśleć, na wyścigi się nie wybieram, a i tak mam bliżej końca, niż niektóre z zapisanych do zabawy. Jedno jest pewne, skończę długo przed świętami. Taki jest plan, choć z tymi, to nigdy nie wiadomo,tak do końca.
Uff, zaschło mi w gardle, kawusia już zimna, ale taką też lubię. Najważniejsze, że opisałam co chciałam, a kłębiło się w tej mojej makówce, myśli co niemiara. Jakże, by to było wspaniałe, gdyby to, co się tak "kłębi w mózgownicy", można było od razu zapisywać, niekoniecznie na kompie, nie myślę tu też o kartce w zeszycie, a dyktafon też odpada, nie posiadam.
Dziewczyny kochane, tym oto sposobem zbliżamy się ku końcowi. Mam nadzieję, że osoby, które ja nominuję do wymienionej na początku zabawy, nie odmówią mi w niej udziału, więc czekajcie cierpliwie, bo trzy z Was mam na celowniku i w każdej chwili się do Was mogę odezwać.
Jak się bawić, to się bawimy wszyscy, nieważne, że robi się z tego łańcuszek bez końca. Dajmy się poznać bliżej, nie tylko od strony naszych zainteresowań. Kto jednak woli zostać anonimowy, to też szanujmy, jednak nie wyobcowujmy się z tej naszej ogromnej, blogowej Rodziny.
Tym oto apelem, kończę pisaninę,osiągnęłam nawet przyzwoity czas. Jest 10.40. Zanim się opublikuje, miną jeszcze jakieś minuty, a ja już dziś zapraszam na piątek, obym tylko miała o czym pisać.
Baj,baj.
Ps. Z dużych literek zadowolone jesteście?




