sobota, 11 października 2014

Z opóźnieniem, ale jestem.......

 Zwariowany czas, nieprzyjazne przepisy , udane zakupy i co więcej.

Zacznę od wyjaśnień, bo takowe się Wam należą. Wczorajszy post piszę dzisiaj, może być trochę przydługi, chociaż nie wiem tego na pewno, więc jak macie czas i ochotę, zaparzcie sobie dobrą herbatkę , kawę - co kto woli i jak będziecie gotowe, to do lektury zapraszam.
Jesteście dla mnie tak miłe ze wszystkimi komentarzami, że nie nadążam z odpowiedziami , nie chciałabym nikogo pominąć, by nie poczuł się urażony. Stosuję zasadę: jest komentarz - jest odpowiedź, czasem te odpowiedzi są króciutkie, ale to przez to, że nie chcę za bardzo się powtarzać z tym samym. Widzę jednak, że większość z Was czyta zarówno komentarze poprzedniczek, jak i moje nań odpowiedzi, co mnie niezmiernie cieszy. Jesteście kochane. Teraz jednak przejdę do wyjaśnień tak tytułu, jak i podtytułu.

Wczorajszy post nie mógł być ani napisany, ani opublikowany, bo mężulek zarekwirował laptopa i nie oddał o przyzwoitej porze, a mnie przeżycia dnia tak umęczyły, że już o 22-giej zaliczyłam spanie / to u mnie nienormalne/. Powodów tegoż stanu było kilka, ale po kolei, mam nadzieję, że z senem to wyłuszczę.
Czwartek po południu, wizyta fryzjerki u mnie w domu- mam taką na telefon, bo do zakładu nie doczłapię się. Ścięcie włosów, by następnego dnia, czyli w piątek rano / mąż wziął urlop/ pojechać do fotografa zrobić zdjęcie do nowej karty parkingowej dla osób niepełnosprawnych. Rano ubierając półbuty był problem, dobrze, że spróbowałam kilkanaście minut wcześniej przed wyjściem, bo inaczej cierpiałabym katusze w nich. Okazało się, nie da rady w nich chodzić, chociaż do tej pory były najwygodniejszymi z posiadanych bucików. Decyzja chwili, idę w klapkach, luźnych, takich domowych. Dobrze, że przynajmniej pogoda była sprzyjająca, ciepło, słonecznie. Weszliśmy do zakładu foto i tu kolejna niespodzianka, za ladą koleżanka ze starszej klasy licealnej, która po mężu przejęła prowadzenie atelier. Gadka, szmatka, ustaliliśmy co i jak, napstrykała zdjęć, że już się bałam, ile przyjdzie mi za nie zapłacić, i na dodatek trzeba czekać około godziny, aż będą gotowe. Co więc robić, jak mus to mus. Jednak aby do maksimum wykorzystać ten czas oczekiwania, pojechaliśmy z mężem na zakupy, zwiedzanie miasta, które ja od długiego czasu / pół roku/ nie widziałam, a tam tyle zmian, że szok.
Zaliczyliśmy księgarnie w poszukiwaniu atlasu z jaszczurkami, dla naszego najstarszego wnuczka, od imienia którego mam mój blogowy adres URL. W pierwszej nie było nic ciekawego, więc pojechaliśmy do następnej. Tam udało się, wprawdzie nie typowo o rzeczonych jaszczurkach, ale o Zwierzętach świata, twarda oprawa, twarde kartki, dużo fotek i opisów, córka stwierdziła po przesłanym jej linku , że jest ok,  a wy jak sądzicie? Pokusiłam się zrobić fotkę, oto ona:





Mam nadzieję, że spełni oczekiwania wnuczka i jego młodszej siostrzyczki, a dostaną ją dopiero w paczce gdzieś bliżej Mikołaja, czyli trochę czasu jeszcze jest, by mieli się o tym dowiedzieć / oczywiście dzieciaczki/.

Po powrocie do fotografa, w oczekiwaniu na ostatnie szlify moich zdjęć / jak do dowodu osobistego/, mąż zaliczył pasmanterię po kolejne komplety igieł do haftu, a ja spokojnie siedziałam i czekałam. Wreszcie są i to jeszcze jakie, nie dość, że te wymiarowe, to jeszcze dodatkowo większe, takie bym mogła wysłać dzieciom / jeśli będą chciały - nic na siłę/. i nie zapłaciłam wiele, bo jedynie 20 zł.  Z gotowymi zdjęciami i wypełnionym formularzem na nową kartę udaliśmy się do Urzędu / Zespołu Orzekającego Stopień Niepełnosprawności/ , a tam kolejka jak za komuny, wszyscy mają jakieś papierzyska do złożenia. Trzeba czekać. I tak minęło półtorej godziny zanim mogłam osobiście dopełnić formalności / nikt w moim zastępstwie nie mógł tego zrobić/ . Wróciliśmy do domu, ja wreszcie przeszczęśliwa, bo na swoich śmieciach, zażyczyłam sobie kawę, a mąż przebrał się i pojechał " odrobić przysługę" do naszych, pomagających nam kobietek. Byłam tą 3 godzinną wyprawą tak zmęczona, że tylko patrzyłam, jak by tu klapnąć na łóżko i odpocząć. Nie w głowie mi było relaksowanie się z haftem/ to zawsze działało/ . Mój Z. wrócił  po dwóch godzinach, zjedliśmy obiadek i zarekwirował mi kompa, więc nie było szansy na pisanie, stąd dopiero dzisiaj, jak mam go w posiadaniu, mogę pisać.
Ponadto dodatkowym minusem mojego wymuszonego chorymi ustawami, wyjścia z domu, było przesilenie rąk i barków od wspomagania się kulami podczas chodzenia. Dobrze, że przynajmniej klapki spisały się świetnie, bo inaczej to nie wiem co musiałabym jeszcze z nogami zrobić, jakbym nie mogła chodzić.
Napisanie tego tekstu zajęło mi już godzinę/ z zegarkiem w ręku/  Wam, jeśli dotrwałyście do tego momentu, może kilka minut, ale są sprawy, które należy wyrzucać z siebie " na gorąco", jeśli jest ku temu okazja, nie dusić w sobie, bo to niczemu dobremu nie służy.
Może macie już dość tych wynużeń, bo ja tak, więc powolutku przejdę do następnych tematów. Sal idzie mi świetnie, muszę go jednak odłożyć, zamknąć pod klucz, bo inaczej skończyłabym z nim przygodę, zanim na dobre się zaczęła, ale o tym we wtorek. Wtedy też spróbuję pokazać jak zaczynam haftowanie w jedną nitkę, bo tak się zobowiązałam Renatce W./chyba- już nie jestem taka pewna/, będzie to mój sposób, inni mogą sami sobie takowy wypracować, ale jeśli komuś on pomoże, to będzie mógł skorzystać.

Ponarzekałam sobie trochę, może to było zbyt osobiste, ale co mi tam, poczuciem humoru, nie grzeszę, więc miałyście okazję troszkę lepiej mnie poznać, jeszcze nie raz, o sobie będę pisała, nie ukrywając swoich ułomności.

Teraz haft, bo bez niego, cóż byłby to za post. Koniki nie wszyscy lubią, więc ich na razie nie pokazuję, ale widoczek z nietypowymi kolorkami /takie były w rozpisce wzoru/, przeze mnie osobiście oprawiony - może trochę nieudolnie, ale i tak się cieszę, że sama dałam wtedy, jeszcze radę. By nie przedłużać, oglądajcie proszę, i zauważcie w nim to czego inni być może nie dostrzegają, a co to takiego, jeśli nikt nie zgadnie powiem we wtorek, mam nadzieję już bez opóźnienia.
Zmęczenie jeszcze nie do końca się ulotniło, a napisanie tego posta, też wysiłku wymagało, jednak było przyjemne.
Słoneczkiem jesiennym z Wami się żegnam z moich czterech ścian, kochanego pokoiku. Baj,baj.

53 komentarze:

  1. Tak, Danusiu, masz rację - durne przepisy utrudniają życie. I przysparzają niepotrzebnych problemów. Też tego doświadczam, szczególnie gdy trzeba coś załatwić w sprawach teściowej. Obrazek jest piękny. Fiołkowa woda robi niesamowite wrażenie :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa wsparcia. Nie fiołkową wodę miałam na myśli, ale kombinuj dalej.

      Usuń
  2. Oj Danusi nic nie poradzimy że zyjemy w takim durnym kraju, który nie jest otwarty na ludzi niepałnosprawnych . Mnożą tekie przepisy , że czasym człowiek nie wie co zrobic z bazsilności. Cieszę się , że jakos dałas radę wszystko załatwić.
    Obrazek jest cudny podziwiam Twoją cierpliwośc do hafcików. Ja tez lubie ale nie takie duże bo szybko sie zniechęcam :-))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anulu Dobra Rado, przecież ten obrazek jest mały i nie trzeba doń wiele cierpliwości, za to ogrom wytrwałości do pozałatwiania urzędowych spraw.

      Usuń
  3. Danusiu... wiem coś na temat durnych przepisów i kolejek we wszelkich instytucjach tzw. publicznych. Przechodziłam przez to załatwiając wszelkie formalności po śmierci Mamy i teraz opiekując się niepełnosprawnym ojcem. Urzędnicy potrafią do skutku utrudnić życie. I tak podziwiam Twoją wytrwałość i cierpliwość pomimo nie najlepszego stanu zdrowia. Trzymaj się cieplutko...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa - miód dla umęczonej, chociaż szczęśliwej z przymusowego spaceru po słoneczku. Już myślałam, że nikt nie zechce czytać takich wynurzeń, tym bardziej dziękuję.

      Usuń
  4. Wystarczy że tylko pomyślę o załatwianiu urzędowych spraw, a już ciśnienie mi się podnosi:( Kiedy w końcu rządzący zrozumieją, że Polska nie jest dla ludzi przyjaznym państwem!!!
    Obrazek piękny, oprócz niespotykanego koloru wody niczego nie zauważyłam.
    Pozdrawiam Danusiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O durnowatych przepisach, to trylogię co najmniej można by było napisać.
      Jeśli tylko kolor wody jest niespotykany to, spróbuj na obrazek spojrzeć z innej perspektywy.

      Usuń
  5. Może zacznę od obrazka. Piękny. Tak jak poprzedniczkę zastanowił mnie kolor wody. Nie znam wzoru i nie do końca wiedziałam co to jest. Ale skoro woda to woda. A kolor widocznie tak miało być.
    Kocham książki, dużo kupuję ich wnuczce i dlatego wydaje mi się, że postarałaś się o piękny prezent dla swojego wnuka. Ciekawa tematycznie a i gdy dziecko przebywa na obczyźnie kontakt z językiem ojczystym na pewno się przyda.
    Ania dziękuję za miłe słowa. Ja oczywiście też. Zachęcają nas do dalszej pracy. :}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za te wszystkie słowa, przyznaję bez bicia, już zwątpiłam, czy ktokolwiek to przeczyta, ale stwierdziłam, że piękna pogoda to i korzystacie z tego.
      Wieczorem, worek z komentarzami się rozwiązał. hip, hip, hurra.

      Usuń
  6. Ależ intensywnie spędzony dzień! Załatwianie takich spraw jest koszmarne :( Mnie nawet zwyczajne chodzenie do lekarza tak stresuje, że staram się to robić już w ostateczności... niestety, czasem trzeba :(
    Miłej niedzieli życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneczko, opisałam go dość szczegółowo, bo takie " po łepkach" nie oddało by wysiłku, jaki musiałam wykonać. Do mnie , lekarze przyjeżdżają z wizytą, albo jadę tam, gdzie jest bardzo blisko i to "pod specjalnym nadzorem" osoby towarzyszącej.

      Usuń
  7. Gratuluję wytrwałości i cieszę się, że mimo tylu przeciwności udało Ci się załatwić wszystko jednego dnia i nie musiałaś wyprawiać się jeszcze raz. A co do obrazka, to wydaje mi się, że przedstawia młyn wodny, ale tej wody (niezależnie od kolorku) jest chyba trochę mało, albo płynie trochę za daleko od młyna. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziękuję za te słowa.
      Co do obrazka to też nie trafiłaś. Spróbuj może przyjrzeć się z innej perspektywy, tak bardziej bokiem, tyle mogę zasugerować.

      Usuń
  8. Idąc za radą czytałam posta z kubkiem ciepłej herbaty. Dokładnie wiem jaki ciężkie jest życie osób niepełnosprawnych (mam taką małą osóbkę w rodzinie). Książka na pewno się spodoba. A obrazek super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję z powodu tej małej osóbki w rodzinie. Bardzo mnie to wzrusza jak widzę bezradność Rodziców i nie tylko ich w walce z naszym chorym systemem, który zamiast ułatwiać, tylko wszystko utrudnia.

      Usuń
  9. Przeczytałam, piękny haft obejrzałam, ale niczego w nim nie dojrzałam. Pewnie dlatego, że po 22 już nie bardzo kontaktuję ze światem.

    Biurokracja, papierologia, kolejki - ot takie udogodnienia dla niepełnosprawnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że sfotografowany obrazek sprawia trudność w rozwikłaniu zagadki, co na nim dostrzegasz nietypowego. Jeśli do wtorku nie będzie tej właściwej odpowiedzi, zrobię fotkę raz jeszcze i powiem, co w nim takiego innego, nie woda, ale ......

      Usuń
  10. Oj kochana no to miałaś dzień... niestety u nas tak jest, że aby coś załatwić to trzeba się nieźle nachodzić i nastać wklejkach. Książeczka wygląda bardzo ładnie, myślę że się wnusiom spodoba. A hafcik super, piekny wzór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zważywszy, że od pół roku nie wychodziłam z mieszkania, to ta wyprawa była dla mnie, jak zdobycie Mount Everest, grunt, że dzisiaj już jest lepiej.

      Usuń
  11. Danuniu, pomimo wszystkiego jesteś wspaniałą osobą, do której ,,coś" mnie ciągnie... Cieszę się, że mogłam Cię poznać chociażby na razie wirtualnie;) Fajnie, że nie ,,owijasz w bawełnę" swoich problemów zdrowotnych, z powodu których bardzo Ci współczuję... Ale najważniejsza jest pogoda ducha, poczucie humoru, którego jak zauważyłam, nie brakuje Ci i o to chodzi;) może nie będę rozpisywała się tutaj na temat bolączek, które dręczą nie tylko Ciebie, bo to bez sensu...Wołałabym na prywatny Twój adres e-mail... Podam Co swój; margaret05@onet.eu Jeśli masz ochotę ze mną pogawędzić, zapraszam;) wówczas podam ci też mój numer telefonu. Tą drogą, można więcej i szybciej porozmawiać;) Dziękuje Ci Danusiu za milutkie komentarze na moich blogach i jeśli pozwolisz - ja zamelduję się u Ciebie na stałe;) Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo gorąco;)
    P.S. Zapomniałam o najważniejszym; Twoja praca jest znakomita! Podziwiam Cię, bo to dzieła bardzo pracochłonne, ale za to cudowne! Buziaczki Danusiu;) Odezwij się na podany adres e-mail, jeśli masz ochotę oczywiście, a wówczas ja zadzwonię do Ciebie i sobie pogawędzimy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Małgosiu, za wszystko co piszesz. Ja podobno mam w sobie "coś", co innych do mnie przyciąga, twierdzą, że dobrze się ze mną gada, ale ja umiem słuchać, więc może to jest "to", jedynie małe dzieci płaczą na mój widok, jakbym je chciała co najmniej skrzywdzić, dopiero dłuższy kontakt z takim malcem odmienia jego reakcje. Też mam drugi bardziej prywatny mail, ale ostatnio najwięcej korzystam z gmaila, ma też wersję prywatną, jeśli nie zauważyłaś to sprawdź. Fajnie, że proponujesz taką formę kontaktu, bo zwykle to ode mnie takie prośby wychodzą. Chętnie pogadam z pokrewną duszyczką /reszta do dogadania ma mailu/
      Za komentarze u Ciebie nie dziękuj, ja tylko wyrażam siebie.
      Nawet Ty nie zauważyłaś nic nietypowego w tym obrazku? takie wprawne oko fotografa?Zerknij raz jeszcze, bo na razie wszyscy doszukują się nie tego co trzeba.
      Za chwilę napiszę na maila.

      Usuń
    2. Jakoś szybko czytałam Danusiu, zresztą późno, więc nie doczytałam chyba, że trzeba znaleźć coś nietypowego w obrazku... Przepraszam... teraz mu się przyjrzałam i na pierwszy rzut oka zauważyłam wodę w kolorze fioletu;) Poza tym, nie widzę niczego nietypowego... Ale jeśli nie zgadłam, daj mi jeszcze trochę czasu na bardziej wnikliwa analizę;)

      Usuń
    3. Nie o tę fioletową wodę chodzi, to wszyscy widzą. Oko fotografa jest wyczulone na coś więcej. Masz czas do wtorku, wtedy powiem w czym rzecz. Pomyśl czego najbardziej nie lubi fotograf , robiąc zdjęcie, mała podpowiedź.

      Usuń
    4. Nie wiem czego nie lubi fotograf Danusiu, bo nim nie jestem... Ale gdyby fotka obrazka nie była robiona pod skosem, to może coś bym tam wypatrzyła;)

      Usuń
    5. Już jest dwie wersje, a fotograf nie lubi ruchu na zdjęciu.
      Odpowiedzi masz na gmailu, sprawdź.

      Usuń
    6. No i oczy wypatruję, na czas nie patrzę, ale za nic nie mogę się tam niczego dopatrzeć?! Ja nie widzę tam żadnego ruchu Danusiu... Chodzi może o drzewa tzn układ gałązek, czy o te fale na wodzie, no naprawdę jestem głupia? Już powiększyłam fotkę na cały monitor i nie widzę tu żadnego ruchu... Cholender, a ja tak lubię tego typu łamigłówki...

      Usuń
    7. Po tylu podpowiedziach, jesteś bliziutko, chodzi o te gałązki. Złudzenie optyczne ruchu gałązek na wietrze, spowodowane odpowiednim cieniowaniem kolorami..

      Usuń
  12. Jest po 24 a ja dopiero skończyłam swoje robótki i zabieram się za pisanie komentarzy.
    Danuś pięknie się rozpisałaś ,toć to kawał twojego życiorysu mimo że tylko jednodniowy ,to fajnie się czytało.Z urzędami to u nas normalka ,trzeba swoje odstać,odczekać i najgorsze jest jak każą na drugi dzien znów wrócić .
    Cieszę się,że wychodzisz z domu,nie poddajesz się i tak ze zwykłym stoickim spokojem piszesz o niepełnosprawności.
    A obrazki możesz pokazywać codziennie bo hafcik jest cudny.Co na tej fotce mam dostrzec?nie wiem ,może okna nie są dokończone na tym jednym budynku,bo na pozostałych są czarne a tu białe,ale ja się nie znam i ledwo widzę ,bo akurat okularów nie założyłam a z łóża już mi się nie chce wyłazić i je szukać .
    Buziaki kochana i miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam dodać ,że atlas będzie świetnym prezentem dla wnucząt
      Buziole :)

      Usuń
    2. Odpowiadam na oba komentarze zbiorczo. Dzięki, że znalazłaś chwilę / mimo zmęczenia / na przeczytanie tego co napisałam. Ja nie wstydzę się swojej niepełnosprawności, ani się z nią specjalnie nie afiszuję. Na pierwszy rzut oka wyglądam całkiem zdrowo, ale widok rąk koślawych, wiele zmienia w ocenie innych i wywołuje u nich pewien niesmak, że tak a nie inaczej mnie odbierał.
      Na chwilę jeszcze gotowych hafcików ni wystarczy i będę je pokazywać, a z "tym czymś" w obrazku też nie trafiłaś, i wcale to od okularów nie zależy. Pewnie będę musiała sama o tym napisać, ale dopiero we wtorek, bo a nuż ktoś to dostrzeże, to jest takie oczywiste.
      Dzieciaki docenią na pewno atlas.
      Miłego, niedzielnego odpoczynku. )

      Usuń
  13. oj dzieję się u ciebie dzieje widzę, a obrazek cudowny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, życie czasem pisze takie scenariusze.
      Dziękuję.)

      Usuń
  14. Intensywny dzień miałaś. Ja tez bywa ze po wypadzie do miasya padam zmęczona bo szybko się męczę . Obrazek śliczny

    OdpowiedzUsuń
  15. Basiu, u mnie najmniejszy wysiłek powoduje zmęczenie, nawet nic nie robienie, ale już do tego przywykłam, i jak nie muszę to się oszczędzam.
    Pozdrawiam cieplutko.))

    OdpowiedzUsuń
  16. Danusiu, haft jak zwykle zachwyca,a dzieciaki z prezentu będą zadowolone:) jak ciężko jest osobom niepełnosprawnym jest wiem, choć to nie mnie ono dotknęło.
    Boli czasami bezduszność naszych urzędników, ale tylko nie których, bo oni też biurokracji nie przeskoczą, a zdarzają się ludzie bardzo uczynni i pomocni i tylko takich Ci życzę na drodze.
    Pozdrawiam Cię bardzo gorąco i życzę spokojnej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Reniu. To prawda, pewnych spraw nie przeskoczymy, nawet będąc sprawnymi, niczym siatkarze, pomocnych "biurokratów", też na swej drodze spotkałam, tylko ................

      Usuń
  17. Danusiu,
    tak to juz w tym naszym durnym kraju jest, ze idąc do urzędów należy się zaopatrzyć w odpowiedni zapas realnium albo kałasznikowa ;-)
    Ale to drugie mało efektywne rozwiązanie jest, odpada ...

    Moj tata walczy z tym samym wrogiem co i ciebie dopadł Danusiu...
    To podły gad jest i niestety nie ma na niego dobrego sposobu, łączę się z tobą myślami w tej nierównej walce, życzę ci abyś wygrała jak nawiększą ilość bitew! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjęłam nietypową strategię : mój wróg, moim przyjacielem. Zaprzyjaźniłam się z gadami/bo to nie jeden jest- niestety/, i na razie jestem na stronie wygrywającej. A bitew przede mną podejrzewam jeszcze sporo.
      Kałasznikow, za ciężki nie utrzymałabym w chwili wystrzału.))

      Usuń
  18. Jesteś bardzo dzielna Danusiu i pomimo tylu problemów ze zdrowiem masz nadal otwarte i szczere serce. To prawdziwy dar. Na co dzień widzę u moich rodziców zmagania z upływem czasu i z cierpieniem z powodu chorób których nie sposób powstrzymać. Nikt z nas nie wie co los mu przygotował. A najgorsza jest bezsilność.
    Podoba mi się pomysł na prezent dla wnuków - w dzisiejszych czasach książki są jakby w niełasce a tak nie powinno być.
    Obrazek jest uroczy! Obejrzałam go wielokrotnie szukając czegoś niezwykłego i .....mam wrażenie że woda wypływa spod budynku. Ale może to tylko wrażenie?
    Przesyłam buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewuniu za każde słowo.To o zdrowiu i o książeczce.
      Co do obrazka, to też nie trafiłaś, ale z falowaniem ma to związek. Spróbuję go powiększyć, wycinając tylko obrazek, może to coś Ci podpowie.

      Usuń
  19. Na urzędy już się wyżej wiele gorzkich słów polało - dokładać nie będę. Nie zazdroszczę tych kontaktów.
    Zdrowia Ci oczywiście życzę, dobrze, że sobie nóg niewygodnymi butami nie zmasakrowałaś.
    Książka powinna się spodobać, choć przyznam, że na zwierzętach się nie wyznaję - u mnie tylko książki o czołgach.
    Obraz śliczny. Zawsze podziwiam tempo twojej pracy. A jeśli chodzi o zagadkę - czyżby chodziło o niepełne koło młyńskie ? I jak ta woda się przez nie ma przelewać ? No po prostu nieczynny ten młyn....
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest z nieżyciowymi przepisami, nic nie poradzimy.
      Tempo wyszywania jest stałe, to co teraz pokazuję, to efekt z przed kilku lat, wcześniej nigdzie nie pokazywany.
      Młyn jest czynny, tak myślę, ale o co innego tutaj "biega". Już wrzuciłam wykrojone zdjęcie z ramki, by to "coś" było bardziej widoczne, teraz dołożę jeszcze jedną podpowiedź: ruch i kolor, a czego to pomyśl.

      Usuń
  20. Danusiu, nie wiem, ale według mnie ta woda z niewłaściwej strony płynie jakoś tak z lewej strony, zamiast pod mostkiem :-). Swoją drogą całkiem ciekawy kolor :-)
    Co do urzędów i załatwiania różnych spraw - szkoda gadać... marzę o czasach kiedy urzędy będą dla ludzi, a nie ludzie dla urzędów...
    Pozdrawiam i zdrowia życzę z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zapewniam Cię, woda płynie, jak powinna, kolor jej nietypowy, ale zgodny z rozpiską wzoru. Jakoś nikt nie dopatruje się pewnego ruchu, tylko czego i skąd się wziął. Jutro w poście wszystko wyjaśnię.
      Urzędy zależne są od Ustaw, które serwuje nam wszystkim zidiociały rząd, w pewnych sprawach te ustawy popieram, ale ...niech dadzą możliwość innego sposobu ich załatwiania. Nasze państwo nie jest przyjazne dla ludzi chorych, niestety.
      Za życzenia oczywiście dziękuję.

      Usuń
  21. Śliczny obraz. Bardzo lubię Twoje "historie", masz talent do pisania, ja zawsze tak szybko i zwięźle piszę, jakoś nie umiem się rozpisywać. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. W szkole z "polaka" miałam dobre stopnie, tylko stylu i zbyt długich zdań się czepiali. Pisząc używam dużo słów, staram się by nie było nudne, suche fakty nie są "na topie". O talencie do pisania nigdy nie myślałam, że go mam. Tym bardziej dziękuję za opinię.

      Usuń
  22. Obrazek jest przepiękny ale muszę przyznać, że kolor wody troszkę mnie denerwuje gdyby była w odcieniach niebieskiego byłby idealny ale to tylko moje zdanie. Twoja historia bardzo porusza nie rozumiem dlaczego ludziom rzuca się kłody pod nogi nie chce się rozpisywać, więc napisze tylko, że musisz pamiętać iż jest na świecie bardzo dużo osób przyjaznych i niech ta myśl pomaga Ci w chwilach zwątpienia :) Może ktoś kiedyś pomyśli nad tym systemem i zmieni go na lepszy, zawsze trzeba mieć nadzieję :) Gorąco pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co Ciebie denerwuje, dodaje pikanterii temu widoczkowi i właśnie ze względu na ten niecodzienny kolor wody,obrazek jest taki inny. Troszkę abstrakcji w realu nie zaszkodzi.
      Z pozostałymi słowami o urzędach i ludziach w pełni się z Tobą zgadzam.Chwile zwątpienia mam często, ale walczę jak zodiakalny Lew.

      Usuń

Komentarze i krytyka jak najbardziej mile widziane.